Autorką zapisków jest Patrylandia, prowadząca blog „udebulduzur”.
Wczoraj
Kiedy pewnego dnia listonosz przyniósł mi przesyłkę od portalu nakanapie.pl Bardzo się ucieszyłam, bo był w niej m.in. audiobook Andrzeja Stasiuka „Dziennik pisany później”, który ukazał się nakładem wydawnictwa Czarne.
Idziemy do przodu Panie Stasiuk – pomyślałam rozrywając ochronną folię. Jedyny żal, jaki już na samym początku przeleciał przez głowę, to brak fotografii Dariusza Pawelca z wersji papierowej. Mówi się trudno, a teraz trzeba nastroić się na słuchanie.
Dzisiaj
Z głośników wydobył się głos. Mocny, dźwięczny, stanowczy, lecz gdy później opowieść biegła swoim torem czułam w nim tyle niepewności, wahania, czasem wręcz smutku. W nostalgicznym rytmie słowa, co rusz wprowadzały mnie w trans.
Gdyby lektor był anonimowy mogłabym rzec, że to sam autor do mnie przemawia. Głos Mirosława Baki idealnie wkomponował się w opowiadane historie.
Andrzej Stasiuk podróżnik, eseista. Gawędziarz? Mało w tym wylewności. Mam wrażenie, że poznaję suche relacje z podróży po krajach bałkańskich, jak również po Rumunii, Słowacji, są i Węgry. To nie są pierwsze podróże w te miejsca. Są to powroty, porównania, jednak brak w tym oceny. Kraje zniszczone wojną i ludzie nią zniszczeni. Rodzinne hierarchie, gdzie kobiety jeszcze nie wywalczyły swoich praw. W tych wspomnieniach nie ma lukrowanych zabytków, nie ma luksusowych hoteli i drinków z palemką.
Krajobraz jest zdewastowany, brudny i śmierdzi. Autor, choć może to czuje, nie odkrywa przed nami żadnych znaczeń, żadnych symboli. Tak po prostu jest.
Słucham tych opowieści o krajach, których nie znam, o ludziach, których mentalność jest mi zupełnie obca.
I gdy automatycznie, samo przez się, zaczynam rozmyślać o tym, co mnie dotyka, co się dziej tuż za rogiem mojego podwórka, mojej ulicy, mojego miasta… autor przeprowadza ze mną dialog. Te same myśli i jemu zaprzątają głowę. Oboje myślimy o Polsce, o polskości, każdy na swój sposób, każdy wg własnych doświadczeń.
Jutro
Wkrótce odwiedzą mnie przyjaciele z Czech, Polacy. Bardzo cenią sobie twórczość Andrzeja Stasiuka. Pewnie „Dziennik…” jest już im znany w wersji papierowej. Napomknęłam w mailu, że jestem akurat po lekturze audiobooka. Coś czuję, że szykuje się kawał dobrej dyskusji, nie znam jeszcze ich opinii o tej książce…
Może zainteresują Cię również:




